"Jedno wielkie oszustwo". Były wiceszef MON: Polacy są wprowadzani w błąd

Dodano:
Marcina Ociepa i Mariusz Błaszczak podczas konferencji prasowej w Sejmie Źródło: X / @pisorgpl
Fundusz SAFE jest jednym wielkim oszustwem. Oprócz tego, że wiąże nas z konkretnym, określonym przemysłem zbrojeniowym, to jest to pożyczka, którą i tak będziemy musieli spłacać. Na dodatek mamy do czynienia z sytuacją, w której wprowadza się opinię publiczną w błąd, dlatego że te pieniądze nie trafią w 100 proc. do Polski, tylko częściowo są przeznaczone dla Ukrainy – mówi DoRzeczy.pl Marcin Ociepa.

Fundusz SAFE będzie jednym z tematów zwołanej na środę przez prezydenta Karola Nawrockiego Rady Bezpieczeństwa Narodowego. SAFE to program, który ma na celu wzmocnienie obronności państw członkowskich UE. Przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia – m.in. w postaci nisko oprocentowanych pożyczek – przede wszystkim na zakupy sprzętu wojskowego produkowanego w Europie. Program spotyka się z krytyką opozycji w Polsce.

Fundusz SAFE. "Sprzęt ma pochodzić głównie z Niemiec i Francji"

Marcin Ociepa, były wiceszef MON, poseł PiS w rozmowie z DoRzeczy.pl przypomniał, że za rządów PiS „wprowadziliśmy następujące trzy kryteria pozyskiwania sprzętu dla polskich Zbrojnych”. – Pierwsze – jakość. Drugie – cena. Trzecie – termin dostawy. I tym się kierując zawsze kupowaliśmy sprzęt, po pierwsze – z polskiego przemysłu zbrojeniowego, a po drugie – z zagranicy, o ile spełniał te trzy kryteria, które wymieniłem – wyjaśnił.

Podkreślił, że „fundusz SAFE wprowadza czwarte kryterium – geograficzne”. – Czyli sprzęt ma pochodzić z przemysłu państw Unii Europejskiej, a więc głównie Niemiec i Francji, bo taka jest struktura tej gałęzi gospodarki w Europie. To działaniem na szkodę polskich Sił Zbrojnych, bo w gruncie rzeczy polski żołnierz nie dostanie sprzętu najlepszego, najtańszego i w najkrótszym czasie dostawy, tylko dostanie sprzęt niemiecki albo francuski – tłumaczył.

Poseł PiS zwrócił uwagę, że jest też drugi aspekt – finansowy, bo mamy do czynienia z pożyczką. – Czyli i tak będzie musieli to spłacać, i tak to obciąża polski budżet, i jeszcze się wiążemy z tymi przemysłami. Nie widzę tutaj żadnego interesu dla Polski – mówił.

Przypomniał, że mamy cały harmonogram i perspektywę zamówień ze Stanów Zjednoczonych, Turcji czy Korei. – A te państwa, jeżeli chodzi o SAFE, są wykluczone – podkreślił.

SAFE jak KPO?

Pytany, czy w jego ocenie SAFE nie przypomina trochę KPO i czy Komisja Europejska może stosować ten program jako narzędzie szantażu, Marcin Ociepa powiedział, że „już teraz widać, że Komisja Europejska będzie wykorzystywać ten instrument także jako element szantażu finansowego państw członkowskich”. – Już się przyzwyczailiśmy do tego, że tak działa Komisja Europejska, ale jeżeli to ma dotyczyć polskich zbrojeń, to to jest działanie na szkodę, już nie jednej czy drugiej partii politycznej w Polsce, tylko wprost polskiej armii i polskich zdolności obronnych – ocenił.

"SAFE jest jednym wielkim oszustwem"

Dopytywany, czy to dobrze, że prezydent Karol Nawrocki chce wyjaśnień dotyczących programu SAFE, poseł PiS odpowiedział, że jak najbardziej. – Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych i tym, który stoi na straży ich zdolności do wypełnienia swojej fundamentalnie konstytucyjnej roli, jaką jest obrona ojczyzny – powiedział.

– Rzecz w tym, że fundusz SAFE jest jednym wielkim oszustwem. Dlatego, że jeszcze dodatkowo oprócz tego, że wiąże nas z konkretnym, określonym przemysłem zbrojeniowym, to jest to pożyczka, którą i tak będziemy musieli spłacać, to jeszcze na dodatek mamy do czynienia z sytuacją, w której wprowadza się opinię publiczną w błąd, dlatego że te pieniądze nie trafią w 100 proc. do Polski, tylko częściowo są przeznaczone dla Ukrainy. Uważam, że kwestia zwycięstwa Ukrainy na froncie z Rosją jest w polskim interesie narodowym, ale to należy komunikować transparentnie polskiej opinii publicznej. W tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której przed Polakami to ukryto – wyjaśnił.

Marcin Ociepa dodał, że jest jeszcze ostatni aspekt – rząd wysłał wniosek do Komisji Obywatelskiej, czy urzędnicy w Brukseli dowiedzieli się szybciej, co jest w polskim wniosku, niż prezydent czy wreszcie członkowie sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

– To jest całkowite odwrócenie pewnej logiki podejmowania decyzji w Polsce i zakwestionowanie naszej suwerenności w zakresie kształtowania polskiej polityki obronnej, bo to jednak Komisja Obrony Narodowej, czyli Sejm i prezydent, powinni być uczestnikami tego procesu – stwierdził.


Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...